Beata z Albatrosa
W Albatrosie przy stoliku, tak jak niegdyś było
Siedzi zgarbiona Beatka ciesząc się wspomnień chwilą
Gdzież podziały się tamte lata, gdzież uczucia gorące
Wszystko w koło przybladło chociaż świeci słońce
Nagle w drzwiach się pojawia, fryzura jak dawniej zwichrzona
Rozgląda się dokoła i niedowierza - ona czy nie ona?
Poprawia okulary, serce zagrało mu marsza,
Czy to Ty, Beatko miła… chociaż jesteś starsza?”
Spotkali się po latach — sześćdziesiąt minęło jak mgła,
Naprzeciw siebie siedzą, orkiestra jak dawniej gra
A ona się uśmiechnęła, choć zębów troszkę mniej:
Jeśli szukasz tamtej Beaty—przypomnieć tylko chciej
Bo choć minęły dekady, i zmarszczek mi przybyło
Warto było czekać by cieszyć się dzisiejszą chwilą
Albatros to miejsce narodzin wielkiej miłości
Ta sama Beata, lecz już nie bawi gości
- Pamiętasz, jak na fregatę ciągnąłeś mnie co dnia?
- Pamiętam… choć dziś na rower już ciężko mi się pcha!
- A śpiewy nad Neckiem, i mgłę co nas kryła?
- Teraz mgła w mojej głowie… lecz Tyś się nie zmieniła!
Kelner przyniósł herbatę, bo żołądek już nie ten,
Zamiast rumu napar z mięty, na spokojny sen,
Lecz oczy znów błysnęły, jak tamtego dnia,
Gdy miała siedemnaście… on dwadzieścia lat
Bo choć minęły dekady, i włosów mniej niż wspomnień już,
To serce, gdy kocha naprawdę — nie liczy lat, nie zna burz!
W Albatrosie znów zaistniał wielkiej miłości czar,
Choć biodro strzyka i tchu złapać trudno - to żar!
Beatka chce się przytulić tak jak to robią młodzi
Ale na uściski nie pozwala jej chodzik
Wrócili do stolika by opłacić rachunek
Za oranżadę jedyny ostry dziś trunek
I tak siedzieli razem, aż zamknęli już bar,
Nie mijał zauroczenia z dawnych wspomnień czar
Choć ręka mu drżała, to w piersi serce prężnie kołata
Spotkaliśmy się wreszcie i to pod koniec samego lata
Bo choć minęły dekady, to pożar powstał z iskry
Bo znów w Albatrosie - uczucia rozbłysły
Beata w uniesieniu tak mu wtedy powie
Zostańmy już na zawsze w pięknym Augustowie
|